Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Patrząc na Wschód - Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz Patrząc na Wschód - Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz Patrząc na Wschód - Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz

3.12.2013
wtorek

Kijów nadal walczy

3 grudnia 2013, wtorek,

To już inny Kijów, niż zaledwie tydzień wcześniej.
24 listopada wielotysięczna demonstracja, skrzyknięta pod hasłem “Ukraina to Europa” – jeśli nie liczyć kilku incydentów – przeszła w atmosferze pikniku, niedzielnego spaceru. Rodziny z dziećmi, niebiesko żółte wstążki, unijne baloniki, muzyka. Roześmiany tłum, wyraźnie znudzony zbyt długimi przemowami polityków na placu Europejskim, okupował okoliczne kawiarnie. Taki to był właśnie kawiarniany protest za europejską przyszłość Ukrainy.
W tę niedzielę rozgniewany Kijów protestował przeciwko brutalnemu rozpędzeniu zgromadzonych na Majdanie studentów. Na ulicę wyszło kilkukrotnie więcej ludzi niż tydzień wcześniej, choć sąd zakazał demonstracji i groźba bezpośredniego kontaktu z przemocą aparatu państwowego była wysoka. Czytaj całość »

30.11.2013
sobota

Człowiek – owca, czyli wieści prosto z Majdanu

30 listopada 2013, sobota,

Jak mało trzeba, by zmienić ludzi w stado owiec. Wystarczy 250 hr, czyli niecałe 100 zł. Ale od początku.
Dwa wpisy temu opowiedziałam Państwu o tituszkach, bojówkach dresiarskich na usługach ukraińskich władz. Tituszki przyjeżdżają do Kijowa na płatne mitingi. Postanowiłam przyjrzeć się uczestnikom takich demonstracji.
Dziś zbierali się na placu Europejskim (między Majdanem, a siedzibą rządu). Czytaj całość »

29.11.2013
piątek

Zbudujemy Europę w Ukrainie

29 listopada 2013, piątek,

I po szczycie. Ostatnie nadzieje zostały rozwiane: Janukowycz wraca z Wilna nie tylko bez podpisanej umowy stowarzyszeniowej, ale również bez jakiejkolwiek kompromisowej deklaracji z Europą, którą można by pomachać przed zgromadzonymi na Majdanie ludźmi ze słowami „Nie traćcie nadziei”. Czytaj całość »

25.11.2013
poniedziałek

Tituszki, czyli blog prosto z Euromajdanu

25 listopada 2013, poniedziałek,

W czwarty dzien pokojowych protestow w Kijowie masowo pojawili sie oni – tituszki. Zalozyli oboz w parku naprzeciwko siedziby Rady Ministrow. Latwo rozpoznac ich w tlumie – nosza dresy, sportowe obuwie i kaptury na glowach. Wlosy ostrzyzone na zapalke, grymas na twarzy. Czytaj całość »

15.11.2013
piątek

Janukowycz, Unia, wielka gra

15 listopada 2013, piątek,

Zacznę od historii sprzed kilku lat.

Na początku 2005 r. nikt nie postawiłby złamanego grosza na Wiktora Janukowycza. Upokorzony przez pomarańczową rewolucję polityk  ze strachu przed aresztowaniem schował się w Karlowych Warach. Jego współpracownicy myśleli, że już tam zostanie. Partia Regionów szukała nowego lidera.

– A tu nagle rozpadła się pomarańczowa koalicja – opowiadał mi w 2010 r.  Taras Czornowił, syn legendarnego dysydenta z zachodniej Ukrainy i przez lata bliski współpracownik Janukowycza – Juszczenko zdymisjonował rząd Tymoszenki i potrzebował poparcia Partii Regionów w parlamencie. Zaprosił do rozmów naszych deputowanych, a ci z ochotą zobowiązali się do poparcia nowego  rządu Jurija Jechanurowa. Z ochotą, bo wtedy bali się zemsty pomarańczowych. Juszczenko dobrze o tym wiedział i dlatego nie proponował  w zamian żadnych ustępstw. I wtedy wrócił Janukowycz z Czech. Na lotnisku powiedział do mnie ‚Jeszcze zobaczymy’. Zrobił porządek we frakcji i Partia Regionów nie poparła nowego rządu. Janukowycz spotkał się też z Julią Tymoszenko, dając do zrozumienia, że może się z nią dogadać przeciwko Juszczence. Zaniepokojony takim obrotem spraw Juszczenko zadzwonił do Janukowycza i zgodził się na jego warunki. Janukowycz z największego wroga stał się sprzymierzeńcem prezydenta. I zademonstrował swoim, że potrafi obronić ich interesy. W tej intrydze wszystko było przewidziane: i spotkanie z Julią i to, by ktoś szybko doniósł o tym Juszczence. To była wielka gra”.

Był 25 września 2005 r. Prezydent Juszczenko podpisał wtedy memorandum o współpracy z liderem Partii Regionów. Umorzono toczące się przeciwko niemu śledztwo.  Janukowycz wrócił na polityczne salony, by rok później odnieść zwycięstwo w wyborach parlamentarnych.

Bez 25.09.2005 r. Janukowczy nie byłby dziś prezydentem Ukrainy.

W 2006 r.  Janukowycz znów zagrał vabank: jako lider zwycięskiej partii chciał stanąć na czele nowego rządu. Juszczenko kręcił nosem, wzbraniając się przed desygnowaniem na premiera swego jeszcze niedawno zaprzysięgłego przeciwnika. Potrzebna była nowa intryga.

– Kiedy plany Janukowycz wzięły w łeb, on się nie poddał – opowiada Czornowił. – Prezydent nie chciał z nim rozmawiać, więc znalazł osoby, które mogły na niego wpłynąć. Asystowałem mu, gdy kontaktował się z departamentem USA. Wziął na siebie pewne zobowiązania, np. że nie będzie żadnej pomocy dla separatystycznego Naddniestrza i że, jako premier poprze główne inicjatywy prezydenta.

W efekcie podpisano „Uniwersał Jedności Narodowej”, w którym Partia Regionów zgodziła się oddać decyzję wstąpienia Ukrainy do NATO pod ogólnonarodowe referendum. 4 sierpnia 2006 r. Janukowycz drugi raz stanął na czele rządu.

Proszę teraz zamiast słowa „Juszczenko” wpisać „Unia Europejska”, a „Tymoszenko” – „Rosja”. „USA” może zostać bez zmian.

Janukowycz testuje Europę – sprawdza, czy uda mu się podpisać umowę stowarzyszeniową bez spełnienia najważniejszego warunku Brukseli, zwolnienia Julii Tymoszenko.

Europa tymczasem naiwnie gra z otwartymi kartami. Szczególnie Polska. Polscy eurodeputowani – mam na myśli nie tylko szeregowych posłów, również tych na decyzyjnych stanowiskach – publicznie  mówią, że trzeba zrobić wszystko, by Ukraina podpisała umowę w Wilnie.

„WSZYSTKO” – cóż za dogodna pozycja negocjacyjna. Z takim „wszystko” zapewne można wiele ugrać.

Unia uczyniła z uwolnienia Tymoszenki symbol niezbędny dla eurointegracji Ukrainy. Moim zdanie był to błąd, ale mleko już się rozlało.  Rezygnacja z tego symbolu i pójście Janukowyczowi na rękę, wyśle do Kijowa sygnał: brak nam konsekwencji, nasze zasady niewiele znaczą.

To niebezpieczne, czy z taką samą konsekwencją Bruksela zareaguje na pacyfikację opozycyjnych protestów na Ukrainie?

Pół biedy gdyby rzeczywiście chodziło o historyczny wybór naszego wschodniego sąsiada, Ukrainę w Europie i takie tam. A przecież to puste hasła. Tak naprawdę liczy się 46milionowy rynek zbytu i rozbuchane ambicje pewnego ministra – nie będę wskazywała palcem – który liczy, ze sukces Partnerstwa Wschodniego będzie jego osobistym sukcesem. A bez umowy z Ukrainą opadną ostatnie wątpliwości, że PW to udany projekt.

 

 

 

6.11.2013
środa

Polska – krainą cudów (nie tylko dla gości zza wschodniej granicy)

6 listopada 2013, środa,

Otwieram ukraiński tygodnik Korrespondent a tam – oto Polska właśnie. I od razu człowiekowi robi się cieplej na sercu, gdy czyta: „Zastanawiacie się jak zrealizować kolejny pomysł na biznes? Pomyślcie o kraju, który przeżywa okres dynamicznego rozwoju. Kraju z pozytywnym spojrzeniem na swoją przyszłość. Kraju, który pragnie zdobywać nowe szczyty”.

Aż się uszczypnęłam przy porannej kawie: czy to aby na pewno o naszą Polskę chodzi?.

„Znamy się na tym, co jest naprawdę dobre, wiemy, jak to należnym sposobem ocenić” – czytam dalej reklamę w Korrespondencie – „Jako partnerzy i koledzy, przekonamy was, że jesteśmy warci zaufania. Mamy nadzieję, że wasz kolejny wybór będzie: made in Poland”.

Reklama została sfinansowana z środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

Hmm, myślę sobie, wszystko to przecież najszczersza prawda. Polska to kraj bez nepotyzmu, bez przekazywania partyjnym kolegom ciepłych posadek w spółkach skarbu państwa, bez absurdów biurokracji, ze wspaniale działającymi służbami. Polska krajem hau-hau.

Wystarczy otworzyć poranną gazetę, by się  o tym przekonać. Nic dziwnego zatem, że chcemy o naszych sukcesach opowiedzieć braciom z Ukrainy.

Zapraszamy gości zza wschodniej granicy, by mogli bez zbędnych przeszkód realizować się w naszym wspaniale nowoczesnym państwie. Tymczasem do znajomej dziennikarki zapukały własnie panie z urzędu do spraw cudzoziemców, przeglądały zdjęcia, kosmetyki w łazience i zawartość szaf, by sprawdzić, czy jej od siedmiu lat mąż, jest rzeczywiście jej mężem- ale to była Białorusinka, a my z Łukaszenką mamy na pieńku i nie reklamujemy się w białoruskich mediach.

Wracając do reklamy. Zastanawia mnie  jedno: dlaczego pomadki (na tle niekompletnie ubranej pani) są tu symbolem „odpowiedzialnym i kompetentnych specjalistów”? Może ktoś z czytelników wpadnie na odpowiedź.

 

22.10.2013
wtorek

„Smiertnice”

22 października 2013, wtorek,

W dramatycznych historiach najbardziej interesują mnie zwyczajne szczegóły. Na przykład taki: Naida Asijałowa, sprawczyni wczorajszego zamachu w Wołgogradzie, liczyła kalorie i  ciągle była na diecie.

W rodzinnej wsi w Dagestanie nazywano ją „modnisią” i sąsiedzi patrzyli krzywo, bo nosiła dżinsy (tam gdzie się urodziła przyjęto, że kobieta chodzi w długiej spódnicy). Naida wyjechała do Moskwy, była menadżerem w tureckim przedsiębiorstwie. Wyszła za mąż za Turka, ale ten po kilku latach wrócił do rodzinnego kraju bez żony. Niedługo potem, jak twierdzą krewni Naidy, młoda kobieta włożyła hidżab.

„Co za bzdury, kogo obchodzą diety i kalorie, gdy giną niewinni ludzie” – napiszą zapewne sympatyczni czytelnicy.

Te szczegóły bezlitośnie pokazują, że Naida była zwyczajnym człowiekiem. Tysiące jej rówieśniczek, marząc o pracy w Moskwie (Warszawie, Londynie, Madrycie…), jadą z tych swoich „głubinek” do wielkiego miasta, które nie wierzy łzom. I co sprawiło, że właśnie Naida została terrorystką?

Dwa lata temu, w Biesłanie rozmawiałam z ofiarami zamachu z 2004 r. Zakładnicy zapamiętali dwie terrorystki w czarnych chustach, które mówiły, że chcą pomścić swoich zamęczonych mężów i zabite dzieci (biesłańskie szahidki nie doczekały szturmu – najprawdopodobniej w proteście przeciwko zajęciu szkoły, a nie posterunku milicji, czy siedziby władz, detonowały umieszczone na sobie ładunki wybuchowe).Podobne historie kaukaskich kobiet znamy z zamachu na moskiewski teatr na Dubrowce.

Przykład Naidy pokazuje jednak, że nie tylko „czarne wdowy” zasilają szeregi terrorystek-samobójczyń. 30-latka nie straciła bliskich na czeczeńskich wojnach, nie zgwałcili jej pijani żołnierze (oczywiście niczego nie można wykluczyć, ale dostępne informacje nie potwierdzają podobnych scenariuszy). A zatem dlaczego?

Media nakreśliły dwa wizerunki rosyjskich szahidek: zdesperowane ofiary wojny,  albo zmanipulowane przez islamskich fundamentalistów bezwolne istoty, uprzedmiotowione: najpierw w „seksualne materace” dla wojowników, a potem w ludzkie bomby.

„Ci straszni muzułmańscy ekstremiści, robią ludziom wodę z mózgu” – powie ktoś nie za mądry, wpisując się tym samym w coraz bardziej niepokojąca islamofobię, która jak widmo krąży po Europie (i Rosji).

A przecież nie chodzi tu o religię, raczej o naturę ludzką, która za wszelka cenę szuka wspólnoty, akceptacji, tożsamości, sensu. Dlaczego to pragnienie niekiedy zmienia się w fanatyzm? Dlaczego licząca kalorie Naida znalazła swoje miejsce w obozie dla terrorystów?

 

 

 

 

 

18.10.2013
piątek

Zrozumieć Ukrainę

18 października 2013, piątek,

Wypuszczą, czy nie wypuszczą?; kiedy? na jakich warunkach? – czyli Julia Tymoszenko na językach Europy.

Dwa tygodnie temu była premier zgodziła się na leczenie za granicą. Byłam wtedy w Kijowie: wśród miejscowych dziennikarzy panowała atmosfera wyczekiwania. Co niektórzy – w gorącej wodzie kąpani – już ruszali do Charkowa, by przywitać wychodzącą z kolonii karnej Tymoszenko.

A  prezydent Janukowycz zwleka z podpisaniem zgody na leczenie w UE najsłynniejszej ukraińskiej więźniarki. Polityczna epopeja trwa w najlepsze. Polskie media relacjonują ją niemal słowo w słowo.

Julia Tymoszenko wcześniej, czy później wyjedzie do Niemiec. Szkoda tylko, że dyskusja o prawach człowieka na Ukrainie zatrzymała się na byłej premier.

„Gdyby Europa rzeczywiście zależało na pozytywnych zmianach w naszym kraju, zamiast losem aferzystki, zatroszczyliby się o zmiany w prawie własności. To największa bolączka i praskutek większości przestępstw. Ale biurokraci w Brukseli zamiast cywilizowanego państwa pod bokiem, wolą mieć bananową republikę, bo to chłonny rynek i źródło taniej siły roboczej” – mówi prawniczka Tatiana Montian.

Montian (w wolnych chwilach trenuje boks, mieszane sztuki walki i regularnie tłucze na ringu małolaty) słynie z niewyparzonego języka, ale nie można odmówić jej racji.

W październiku w sądzie w Nikołajewie rozpoczął się proces trzech milicjantów  z Wradijewki oskarżonych o brutalny gwałt na młodej kobiecie. Kto w Polsce słyszał o Wradijewce? No właśnie. A latem ta niewielka miejscowość była na ustach całej Ukrainy.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności ofiara gwałtu, mimo zadanych ciosów młotkiem w głowę, przeżyła i wskazała sprawców. Miejscowi milicjanci od dłuższego czasu terroryzowali okolice. Ginęły młode kobiety, a winą za ich śmierć obarczano miejscowych pijaczków, na których biciem wymuszano zeznania. Wściekli mieszkańcy Wradijewki ruszyli na komisariat, by wymierzyć sprawiedliwość.

Kibicował im cały kraj. Na Ukrainie milicji ufa mniej niż 1 proc. obywateli. „Cały kraj jest Wradijewką” – pisali publicyści. 9 lat po pomarańczowej rewolucji władze nadal nie potrafią się uporać z problemem (a można, o czym świadczy przykład Gruzji, gdzie policjanci łapówek nie biorą). Może warto by europosłowie, którzy tak emocjonują się losem Tymoszenko, zwrócili większą uwagę na tę sprawę?

Ukraina to nie tylko Julia Tymoszenko. Pamiętajmy o tym.

PS W tym miejscu chciałabym podziękować  warszawskiemu przedstawicielstwu Fundacji im. Heinricha Boella za wsparcie wyjazdu dziennikarskiego na Ukraine – w tym do Wradijewki – celem którego jest przygotowanie książki reportażowej.

10.05.2013
piątek

Wojny na górze: fakty i mity

10 maja 2013, piątek,

Każda zmiana na kremlowskim firmamencie wywołuje lawinę spekulacji. Niedawna dymisja Władisława Surkowa to jak raj dla kremlologów. Konflikty w rosyjskich elitach rzadko wychodzą na światło dzienne. Tym razem nie dość, że buldogi wyszły spod dywanu, to jeszcze kąsały się spektakularnie. Warto jednak przy tej okazji nie dać się ponieść wyobraźni.

Władisław Surkow, były wieloletni wiceszef prezydenckiej administracji, nazywany szarą eminencją Kremla, podczas wykładu w Londynie skrytykował działalność Komitetu Śledczego Rosji. O rosnącym w siłę resorcie, który usamodzielnił się od Prokuratury Generalnej i jego szefie, Aleksandrze Bastrykinie pisałam w październiku 2012 r. w Polityce

(„Zaufany śledczy Putina” http://www.polityka.pl/swiat/ludzie/1531085,1,aleksandr-bastrykin–zaufany-sledczy-putina.read). Bastrykin, kolega Putina ze studiów, inicjował wszystkie głośne w Rosji sprawy karne: to on i jego ludzie zbierali dowody przeciwko Pussy Riot, opozycjoniście Aleksiejowi Nawalnemu, ba, nawet przeciwko Gruzji po tzw. wojnie sierpniowej z 2008 r. Wreszcie zabrano się za Skolkowo.

Skolkowo miało być rosyjską Doliną Krzemową. Jego budowę zainicjował Dmitrij Miedwiediew, który do politycznego słownika Rosjan wprowadził  modne słowo „modernizacja”. Po powrocie Putina modernizacja jest już passé, a modernizatorzy – w tym Władisław Surkow, który po opuszczeniu administracji prezydenta, odpowiadał w rządzie Miedwiediewa za Skolkowo – czują na plecach oddech śledczych Bastrykina. KŚR wykrył bowiem w centrum modernizacji aferę korupcyjną.

Putin pozbawia mało popularny wśród Rosjan rząd  Miedwiediewa resztek wpływu. Surkow wiedział, że będzie musiał odejść (uważni obserwatorzy życia publicznego w Rosji prognozowali to już od kilku miesięcy).   Postanowił odejść z przytupem: w atmosferze poszukiwania w Rosji wroga zewnętrznego, czego dowodem jest prawo piętnujące „zagranicznych agentów” czyli rosyjskie NGO’sy korzystające z zachodnich grantów, Surkow jedzie do Londynu, gdzie publicznie „skarży” na zaufanych Putina.  Odważnie.

O Surkowie krążą niewiarygodne mity. Część z nich wymyśla sam zainteresowany. Niedoszłego reżysera teatralnego i niespełnionego poetę, który napisał słowa piosenek dla zespołu rockowego Agata Kristi i – pod pseudonimem – skandalizującą ( i niestety grafomańską) powieść „Okołozera”, uwielbia operę, ma profesjonalne studio nagrań, najwyraźniej cieszy diaboliczna sława. Gorzej, że na te tanie sztuczki łapie się większość dziennikarzy i zamiast tekstów sylwetkowych analizujących działalność polityczną kremlowskiego urzędnika, który współtworzył Jedną Rosję, podporządkował sobie rosyjską telewizję, naciskał na twórców, by nie zbliżali się do polityki, otrzymujemy baju-bajki o złowrogim kremlowskim demiurgu, „lalkarzu”, który w nocy bawi się swoją kolekcją kukieł, a w dzień pociąga za sznurki na Kremlu.

Podobnie między bajki można włożyć najnowszą plotkę o nieoczekiwanym nawróceniu się Surkowa na liberalizm (czytaj: wartości demokratyczne). Surkow jest takim samym liberałem, jak Bastrykin ( choć, rzecz jasna, były szef prezydenckiej administracji to postać bardziej złożona, niż betonowy buldog Putina). Obaj reprezentują skonfliktowane ze sobą grupy interesów. Surkow musiał odejść, bo jego grupa jest w tej chwili w defensywie.

 

 

15.03.2013
piątek

Belarus in Focus – czyli z Łukaszenką czy bez?

15 marca 2013, piątek,

Czy możliwe jest pisanie o Białorusi bez wspominania o Łukaszence? Niestety, to trudne. Przede wszystkim dlatego, że mało jest na Białorusi dziedzin życia na których prezydent i jego ludzie nie zostawiliby śladów. Dla przykładu: interesowałam się ostatnio światem mody na Białorusi, ale  powodem był proces najbardziej znanego białoruskiego projektanta, Saszy Warłamowa, którego oskarżono o korupcję i zamknięto na sali sądowej w ciasnej klatce (zarzuty szyte są grubymi nićmi, Warlamow był protegowanym żony byłego premiera, Sidorskiego i popadł w niełaskę razem z wpływowym politykiem).

Po drugie, jak słusznie zauważyła nieoceniona Polona Frelih, korespondentka słoweńskiej gazety Delo, trudno zainteresować redakcje białoruskim tematem „pozałukaszenkowskim”.  „Baćka” – również przez swoje liczne ekstrawagancje – jest wdzięcznym tematem tekstów. W przeciwieństwie do białoruskiej opozycji, która już od 13 lat śpiewa tę samą piosenkę.

Polonę i innych znakomitych dziennikarzy spotkałam na dwudniowych warsztatach dla finalistów międzynarodowego konkursu „Belarus in Focus” organizowanym przez Solidarity with Belarus – Information Office. Wyróżniono mój tekst „Operacja Dyktator” (Polityka nr 2868, 25.07.12): http://focus.solidarityby.eu/winners2012_operation_successor.

Miło mi było z kilku powodów: po pierwsze dobrze otrzymać feedback od doświadczonych  kolegów z innym niż polski punktem widzenia. Po drugie, dzięki uprzejmości organizatorów, mogliśmy się spotkać się w Warszawie i podyskutować o sposobie prezentowania Białorusi.

Szczególnie polecam – również wyróżniony –  tekst Natalii Antelavy z BBC, która towarzyszyła Jewgienijowi Lebiediewowi, synowi rosyjskiego oligarchy i właścicielowi dwóch brytyjskich gazet, podczas rozmowy z Łukaszenką. http://focus.solidarityby.eu/winners2012_europes_last_dictator_belarus_lukashenko_opens_up – ten artykuł ma dwóch bohaterów. Który z nich jest ciekawszy, pozostawiam Państwa ocenie.

Polecam również pozostałe wyróżnione teksty, jednocześnie serdecznie gratulując Michałowi Potockiemu, z Dziennika Gazety Prawnej, który zwyciężył w konkursie. Jego opowieść o 3 Białorusiach można przeczytać tutaj: http://focus.solidarityby.eu/winners2012_lukashenka_strikes_at_the_west_with_immigrants).

 

css.php