Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Patrząc na Wschód - Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz Patrząc na Wschód - Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz Patrząc na Wschód - Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz

17.04.2014
czwartek

Noworosja i smiert’ krasna

17 kwietnia 2014, czwartek,

Cztery godziny z kopiejkami Władimir Putin biesiadował z narodem. Dla każdego było coś miłego. Amatorom żółtej prasy serce zabiło szybciej, gdy eksplodowało rzucone w Putina pytanie: kiedy kraj zobaczy nową pierwszą damę? Putin uśmiechnął się tajemniczo: „Najpierw muszę wydać za mąż byłą żonę, potem pomyślę o sobie” – powiedział. Pauza. Nikt nie ośmielił się kontynuować tematu. Kremlowskie wróble ćwierkają jednak, że już całkiem niedługo Naród dostanie wymarzoną pierwszą damę.

A co pan myśli o kolektywnych listach? – pytał wciąż nienasycony Naród, robiąc aluzję do epistolarnego poparcia dla aneksji Krymu, wyrażonego przez pierwsze rzędy rosyjskich artystów. – No… – Władimir Władimirowicz zrobił dwuznaczną minę. – Można i tak – powiedział – ale ważne, by nie było to organizowane, a z porywu serca.

Michałki i żarciki były jednak tylko miłym przerywnikiem. Najważniejszym tematem konferencji była oczywiście Ukraina. Zaczęło się, a jakże, od mieszkańców Krymu, którzy spontanicznie i w porywie serca wyrazili wdzięczność Władimirowi Putinowi za ratunek od wrednych banderowców.

Ale Krym to już historia, odfajkowane zadanie, Zachód pogodził się z polityką faktów dokonanych. Dlatego można było wreszcie przyznać, że w aneksji półwyspu brały udział rosyjskie wojska (kto bogatemu zabroni?).

Władimir Władimirowicz gładko przeniósł się z półwyspu na wschód Ukrainy. I nazwał region „noworosją”. „Charków, Donieck, Ługańsk, Mikołajów, Odessa nie wchodziły w skład Ukrainy w carskie czasy. Te wszystkie terytoria zostały przekazane w latach 20 XX w. przez radziecki rząd. Dlaczego oni tak zrobili, Bóg raczy wiedzieć” – zakończył prawie melancholijnie Putin.

I byłoby to niemal zabawne, to czterogodzinne przedstawienie, gdzie wygładzone manekiny medialne, zwane z przyzwyczajenia dziennikarzami, udawały, że pośredniczą w rozmowie między Wodzem a Narodem („Władimirze Władimirowiczu, jaki jest pana ulubiony film?”). Widownia udająca Naród, z Ramzanem Kadyrowem w tle, rozpływała się w zachwytach nad każdym żarcikiem głowy państwa. Siermiężna estetyka okraszona zdobyczami techniki, morze bałwochwalczego bla-bla-bla, sztuczne zęby i uśmiechy. Jakby Pielewin i Sorokin – obaj jednocześnie – czytali swoje powieści transmitowane na żywo w rosyjskiej telewizji.

Byłoby to zabawne, gdyby nie fakt, że słowa Władimira Władimirowicza są groźbą i szantażem. Jeśli Kijów nie zgodzi się na narzucone mu reguły gry, Noworosja wróci do Starorosji. I Zachód kolejny raz będzie „głęboko zaniepokojony”.

Putin w Rosji zgarnął już wszystko: oto opozycjonistka Irina Chakamada wyrecytowała na konferencji zręcznie utkany panegiryk. „Jest pan zwycięzcą”, powiedziała, przypominając mimochodem, że „The Times” ogłosił Putina człowiekiem roku. Przykro było patrzeć na ten hołd.

Ukraina okazuje się łatwą zdobyczą. Zaniedbywane przez lata państwo, a raczej społeczeństwo, któremu de facto przyszło żyć bez państwa, nauczyło się na tyle dobrze samoorganizować, że gołymi pięściami przepędziło despotę, a teraz składa się na prawie nieistniejącą armię, nie ma jednak szans w starciu z machiną państwową, jaką jest (i była) dzisiejsza Rosja.

Są powody, by narzekać na kijowskie władze: nie potrafiły poradzić sobie z garstką separatystów i polityczną piątą kolumną we wschodnich regionach kraju, zostawiają ludność Donbasu na łaskę uzbrojonych ludzi bez znaków rozpoznawczych. Putin tymczasem otwartym tekstem straszy wojenną interwencją.

Słabość kijowskiej władzy jest oczywista. Tak jak oczywista jest siła Putina. Po latach kluczenia Kreml znalazł wreszcie jedynie słuszną ideologię: ruską (a nie rosyjską) tożsamość.

Ruski człowiek różni się od innych, twierdzi Władimir Putin. Różnica polega podobno na wyznawanych wartościach. „Tylko nasz naród mógł stworzyć takie oto powiedzenie: »на миру и смерть красна«, co oznacza, że nie żal umrzeć za Naród i Ojczyznę. Stąd się bierze nasze zbiorowe bohaterstwo w czasie wojny i zbrojnych konfliktów”.

My, my, my! – ciągnął Putin. – My wspaniali, my niepowtarzalni, teraz my!

Kurtyna. Medialny manekin w wersji żeńskiej odtrąbił koniec konferencji.

I śmieszno, i straszno.

1.04.2014
wtorek

Prawy sektor rozpracowywany, czyli ukraińskie i rosyjskie standardy dziennikarskie

1 kwietnia 2014, wtorek,

Na Majdanie źle się dzieje. Wczorajsza strzelanina na Chreszczatyku jest kolejnym odcinkiem tej samej historii. A historia rozpoczęła się tuż po ucieczce Janukowycza. Zamiatane pod dywan konflikty, czego można się było spodziewać, powychodziły na wierzch.

Już kilka tygodni wcześniej, w nocy z 8 na 9 marca w budynku kijowskiej rady miejskiej doszło do kłótni między zwolennikami Prawego Sektora i Samoobrony Majdanu. Człowiek z PS wyjął broń, wystrzelił, na szczęście niecelnie. Godzinę później, pod pobliskim konserwatorium wybuch hukowego granatu uszkodził bębenki słuchowe jednemu z majdanowców. Tej nocy między barykadami błąkali się znudzeni czarni panowie z maskach. Podbici, a jakże, bo przecież dzień kobiet. Chyba im się nudziło, miałam wrażenie, że szukają zaczepki.

Za niepokoje na Majdanie polityczną odpowiedzialnością obarczany jest przede wszystkim Prawy Sektor.

I słusznie.

Mustafa Najem, jeden z najlepszym dziennikarzy na Ukrainie zadaje pytania o podejrzane kontakty Prawego Sektora z reżimem Janukowycza. Wygląda na to, że uważany za najbardziej radykalny ruch sprzeciwu na Majdanie ma wiele za skórą.

Dziennikarskie śledztwo trwa od kilku tygodni. Krótko po ucieczce Janukowycza Mustafa Najem ujawnił księgę wejść do prezydenckiej siedziby na ulicy Bankowej. Wynikało z niej niezbicie, że 20 lutego – czyli w „czarny czwartek”, kiedy snajperzy strzelali do  obrońców Majdanu jak do kaczek- lider Prawego Sektora, Dmytro Jarosz spotkał się z Janukowyczem.

Prawy Sektor zareagował nerwowo. Na dziennikarza „Ukraińskiej prawdy” posypał się grad krytyki ze strony narodowców. Jarosz, ustami swojego rzecznika, zaprzeczył dziennikarskim doniesieniom.

Ale dowody były niezbite. Jaroszowi nie pozostało nic innego, musiał się przyznać do rozmów z Janukowyczem. Rzecznik Prawego Sektora, Rosjanin i były dziennikarz Kommersanta Artiom Skoropadskij jest moim starym znajomym. Spytałam go o te podejrzane zmiany zeznań. „To moja wina – bił się w piersi Artiom. – Źle zrozumiałem Jarosza i przekazałem błędną informację”.

Akurat.

Z opublikowanego dziś w Ukraińskiej Prawdzie materiału wynika, że Bankowa pertraktowała z Prawym Sektorem odblokowanie ulicy Hruszewskiego w zamian za okrągłą sumę pieniędzy. To tylko wierzchołek dziennikarskiego śledztwa. Całość tu:  http://www.pravda.com.ua/rus/articles/2014/04/1/7020952/

Już widzę satysfakcję niektórych z Państwa. I dalszy ciąg niekończącej się dyskusji o banderowskim zamachu stanu. W piątek prowadziłam spotkanie z Serhijem Żadanem. Jak można się było spodziewać, smutna ciotka kulturalna uparcie odpytywała pisarza – anarchistę, co sądzi o „nazistach w ukraińskim rządzie”. Żadan zaśmiał się z tych powtarzanych do znudzenie bzdur. Niektórzy ludzie są do bólu przewidywalni.

Ja też mogę przewidzieć komentarze pod tym wpisem (regularnie czytam rosyjską prasę, więc mnie Szanowni Państwo niczym nie zadziwią). Tak, tak, wiadomo ukraińscy nacjonaliści są źli i straszni, jak sam diabeł. I zamiast wspierać Ukraińców, powinniśmy razem z Żyrinowskim rozebrać to centrum „faszyzmo-nazizmo-banderyzmu”.

Zagrywki Prawego Sektora niepokoją, ale przecież o ich niecnych sprawkach dowiadujemy się dzięki pracy ukraińskich dziennikarzy, którzy mają odwagę rozliczać nowych polityków nawet w stanie permanentnego zagrożenia agresją Rosji.

A przy okazji: najnowsze badania Centrum Lewady nie pozostawiają złudzeń: 74 proc. Rosjan popiera wprowadzenie swoich wojsk na teren Ukrainy.

Do tego podziwu godnego wyniku walnie przyczynili się rosyjscy dziennikarze (nie licząc oczywiście paru wyjątków). W czasie gdy ich ukraińscy koledzy prowadzą śledztwa przeciwko nowej władzy i nowym siłom politycznym, oni płyną z prądem i wiodą dostatnie życie zakrapiane drinkami w modnych moskiewskich restauracjach. Bardzo z siebie zadowoleni, publikują selfie z portalach społecznościowych, by nikt nie miał wątpliwości, jak świetnie im się żyje.

 

8.03.2014
sobota

Neonazistka i Rosjanie

8 marca 2014, sobota,

Nazwano mnie neonazistką. „Zdejmij czerwono-czarną flagę UPA z twarzy, a potem porozmawiamy. Nie ma tu miejsca dla neonazistów” – napisał uroczy mieszkaniec Moskwy, gdy spytałam po co Rosji Krym.

Na zdjęciu profilowym z Facebooka mam na sobie czarno-czerwony szalik, ciepły, wełniany i zupełnie nieideologiczny. Nosiłam go na Syberii, gdzie została zrobiona wspomniana fotografia.

Dyskusję o Ukrainie rozpoczął Walerij Fiedorow, dyrektor Wszechrosyjskiego Centrum Badań Opinii Publicznej. Niejednokrotnie rozmawiałam z nim o Rosji, to człowiek sympatyczny, do pewnego stopnia otwarty, „miedwiediewowski”, jak napisałabym kiedyś. W dyskusji brali udział absolwenci uniwersytetu Łomonosowa, dziennikarze, pracownicy państwowych korporacji.

Dominowała agresja i wojenna retoryka. Głosy rozsądku były jak głos wołającego na pustyni. Zarzucono mnie zdjęciami zamordowanych na Wołyniu, „jesteś Polką i sprzedajesz się banderowcom”, pisano. A ja zapytałam po prostu szanownego grona, czy wierzą swoim mediom oficjalnym.

Gdyby chodziło tylko o Putina i kremlowską politykę wobec Ukrainy, nie byłoby jeszcze tak źle. Niestety, znaczna część Rosjan zachowuje się tak, jakby grały im we krwi wojenne werble. Krym i Ukraina uruchomiły niespotykaną wcześniej w takiej skali agresję.  I nie można tej postawy usprawiedliwiać działaniem telewizyjnej propagandy. Zapewnienie sobie pluralizmu informacyjnego to kwestia paru kliknięć w klawiaturę.

Oczywiście, mnóstwo Rosjan nie chce wojny, nie chce nowego terytorium. Z jakichś powodów jednak w większości milczą. Na antywojennych demonstracjach zbierają się nieliczni, kolejny miting w Moskwie został przesunięty o tydzień.

Tak, tak, wiem, co powiecie: ten straszny OMON i jego pałki, surowa i ślepa rosyjska temida, bezlitosna dla opozycjonistów, ludzie boją się wyjść na ulicę. Wszystko to częściowo prawda, ale: na Majdanie strzelano do ludzi z ostrej amunicji, a oni wciąż wychodzili.

Wszystkich znajomych z Rosji pytam, czy byli na antywojennych demonstracjach, co zrobili, by nie dopuścić do wojny. Każdy kto chowa głowę w piasek jest współodpowiedzialny za to, co się dzieje. Dlatego, jeśli Rosja zaanektuje Krym, UE powinna ograniczyć wydawanie  wiz rosyjskim obywatelom (Ukrainie znieść wizowy obowiązek, to oczywistość).

Pewnie tak się nie stanie. Wypadki na Ukrainie obnażyły słabość Unii Europejskiej. „Nie ma obawy, będą nas wpuszczać, kto jeszcze będzie kupował torebki za 3 tys. euro?” – drwi sobie z „głębokiego zaniepokojenia” Europy Maria Sergiejewa. Moskiewska blondyneczka, która w 2007 r. agitowała za Putina na Placu Czerwonym, a kilka lat później, gdy przestała już być potrzebna kremlowskim technologom, przytuliła się do opozycji.

„Nie lubię Putina, ale trzeba przyznać to krutoj mużik”, napisała po powrocie z Krymu dwudziestoparoletnia dziennikarka tygodnika Russkij Reporter, którą znam z umiarkowanych opozycyjnych poglądów. „Kłócę się z dorosłym już synem, bo on jest gotowy wybaczyć Putinowi wszystkie dotychczasowe grzechy w zamian za przyłączenie Krymu”, napisała Maria Noel, stała bywalczyni antykremlowskich protestów.

Takie  wypowiedzi niepokoją najbardziej. Młode pokolenie, które nie pamięta ZSRR, jest gotowe odradzać radzieckie granice.

-Oni nam zazdroszczą – powiedział Aleksiej, młody aktor z Kijowa. – Zazdroszczą nam Majdanu i wolności, którą byliśmy w stanie sobie zapewnić. Oni by tak nie umieli. Boją się. Dlatego Majdan kole ich w oczy.

Im więcej rozmawiam o Ukrainie z Rosjanami, tym bardziej czuję, że Aleksiej ma rację.

 

2.03.2014
niedziela

Kijów nie upada na duchu

2 marca 2014, niedziela,

Miałam pisać o mieście w żałobie. O wciąż niepoliczonych ofiarach starć z 18-21.02. O setkach zaginionych osób i ich bliskich, którzy rozklejają ogłoszenia na Majdanie. O rannych, co ze strachu przed zemstą władz i tituszkami, chowali się po domach (jeśli byli z Kijowa), piwnicach i chaszczach, a teraz zgłaszają się do szpitali z gangreną. O traumie z którą nie wiadomo, co począć.

– Nagrywałem wtedy barykady przy Instytuckiej – powiedział S., który 20 lutego, w dzień kiedy w centrum Kijowa zginęło kilkadziesiąt osób pracował na placu Niepodległości. – Jakiś facet krzyknął, żebym przestał. Pokłóciliśmy się. Poszedłem stamtąd. Po 20 minutach na Majdan przyniesiono jego ciało. A potem te stosy trupów. Od 11 dni nie byłem na Majdanie. Nie potrafię tam wrócić.

Miało być o nieprzepracowanej żałobie, ale trzeba o Rosji. Wiadomość o zgodzie Rady Federacji na wysłanie wojsk na Ukrainę zelektryzowała Majdan. Nie było paniki. Od rana wojennych komisji zgłaszają się ochotnicy. Młodzi zasilają szeregi Prawego Sektora (jeśli ta organizacja zdobędzie na Ukrainie władzę, podziękujcie za to Putinowi). Achmetow wezwał do jedności narodowej, mer Lwowa zwrócił się po rosyjsku do mieszkańców wschodniej Ukrainy.

Do Kijowa przyjechałam w czwartek.  Dominował marazm i smutek, po pierwsze z powodu ofiar, po drugie z poczucia, że politycy po raz kolejny wykiwali ludzi (Turczynow na czele państwa mało komu się podobał, tak jak wielki powrót Tymoszenko i rozdanie ministerialnych tek wg partyjnego klucza). A w sobotę Kreml rozpoczął wojnę na miny. Rozczarowanie i spory wewnętrzne odłożono na bok. Do Kijowa wrócił bojowy duch.Po zapowiedziach oligarchów jest już raczej jasne, że do podziału Ukrainy nie dojdzie.

– Za to na Krymie przegrywamy informacyjną wojnę – westchnął ukraiński generał na minutę przed programem w Hromadske.tv, który pięć lat służył na półwyspie – Rosyjskojęzyczni mieszkańcy Krymu uwierzyli, że w granicach Rosji będzie im lepiej.

– Demonstracji z Krymu krzyczą: „Rosja, czołgi, wojska, silna ręka”. Mój dziadek cała życie przeżył na Syberii – powiedziała Wiera z Doniecka. – Tam urodził się tata, mama i ja. W moim akcie urodzenia zapisano „narodowość rosyjska”.  Dziadek umarł w 2009 r. na raka płuc. Przed samą śmiercią, w agonii mówił po ukraińsku. W języku, który słyszał we wczesnym dzieciństwie i który później zapomniał. Mój dziadek uważała się za Rosjanina. I był nim. Tylko, że jego rodzinę w latach 30-tych wywieźli z Charkowa na Syberię. To zrobiła ta sama „silna ręka”, której tak domagają się demonstranci”.

18.02.2014
wtorek

Premier Tusk powinien się wstydzić

18 lutego 2014, wtorek,

Majdan w ogniu. W Kijowie znowu polała się krew. Berkut dobija pałkami leżących na ulicy ludzi. Milicja atakuje każdego, kto popadnie, w tym dziennikarzy. Trudno policzyć zabitych i rannych. Władze nazywają szturm  „operacją antyterrorystyczną”. Czytaj całość »

28.01.2014
wtorek

Siekierka na kijek

28 stycznia 2014, wtorek,

Dymisja premiera Azarowa i naznaczenie na p.o. Sergija Arbuzowa to dla protestujących Zamiana siekierki na kijek. Arbuzow to jeden z głównych członków tzw. rodziny Janukowycza. Już w 2013 r. zajmował wyższą pozycję  w rankingu najbardziej wpływowych ludzi Ukrainy niż ówczesny premier. (lista Korrespodenta i Forbesa, polecam, w 2013 r. jeszcze można było czytać te pisma, zanim kupił je zbliżony do rodziny 28-biznesmen, Sergij Kurczenko i wymienił całą redakcję). Azarow i tak szykował się na ustawową emeryturę. Więc o jakich ustępstwach mowa? Czytaj całość »

23.01.2014
czwartek

Z Kijowa

23 stycznia 2014, czwartek,

Kilku mężczyzn w pocie czoła wyrywa kostkę brukową na placu Niepodległości. Podchodzą do nich młode kobiety z workami w rękach, pakują wyprute z chodnika kamienie, zanoszą je na barykady. Tak Majdan przygotowuje się do obrony na wypadek szturmu milicji. Czytaj całość »

20.01.2014
poniedziałek

Kijów, próba dekonstrukcji systemu

20 stycznia 2014, poniedziałek,

„Co dalej?”, to pytanie wraca jak bumerang w ukraińskich mediach i sieciach społecznościowych, powtarzane przez świadków wczorajszej bitwy o Kijów i chór zaniepokojonych przyjaciół Ukrainy.

Co działo się wczoraj, widzieli już wszyscy: płonące autobusy, granaty dymne, gumowe kule, koktajle Mołotowa, armatki wodne. Krew na ulicach. Na szczęście udało się uniknąć ofiar śmiertelnych. Jednak zdjęcia mrocznych postaci, które czają się na dachach budynków przy ulicy Hruszewskiego, w epicentrum wydarzeń nie napawają optymizmem. Ukraińscy dziennikarze twierdzą, że to snajperzy. Czytaj całość »

20.12.2013
piątek

Wolność

20 grudnia 2013, piątek,

Takiego obrotu sprawy chyba nikt się nie spodziewał. Krótko po wczorajszej – generalnie przewidywalnej i dość nudnej – dorocznej konferencji prasowej Władimira Putina, gruchnęła sensacyjna wiadomość: Chodorkowski będzie wolny i to jeszcze w tym roku, a nie w sierpniu 2014 r., kiedy kończy mu się zasądzony wyrok. Czytaj całość »

12.12.2013
czwartek

Kreatywny Kijów

12 grudnia 2013, czwartek,

Worki wypełnione śniegiem, polane dla pewności wodą, bo zamieniona w lód jest mocnym spoiwem barykad. Tak Majdan broni się przed kolejnym atakiem Berkutu.

Kiedy w poniedziałek wróciłam do Kijowa po tygodniowej przerwie, nie mogłam poznać miasta. Było jak oblężona twierdza. Napięcie podbijały pogłoski o rychłym szturmie. „Kobiety nie powinny wchodzić na Majdan” – darł się pod barykadą srogi mężczyzna w pomarańczowym hełmie. – „To zakaz?”- pytały kobiety. – „To rekomendacja, może polać się krew” – odpowiadał on. – „I myślisz, że będziemy spokojnie patrzeć, jak biją mężczyzn na Majdanie?” – oburzały się pulchne ciotki w średnim wieku i złotych zębach. – „My jesteśmy ukraińskie żinki!”. Czytaj całość »

css.php